|
Zenit ET
Ni gniot sia, ni łamiot sia!!!
Mój pierwszy aparat z gatunku poważnych, poznałem się dzięki niemu z analogiem, poważniejszą fotografią niż małpy cyfrowe, co może i po części odmieniło moje życie. Uwielbiam ten aparat, mimo wielu, oj wielu wad, i przestarzałości. Nigdy się na nim nie zawiodłem, i nauczyłem wielu rzeczy. Nie odmówił posłuszeństwa zostawiony w rozgrzanym aucie na prawie cały dzień, w środku lata nad Morzem Śródziemnym. Ciężka, przynajmniej tak mi się wtedy wydawało- teraz, gdy jako chyba największy zapaleniec do fotografii w mieście noszę ze sobą kilka szkieł, syfrę, i jakąś analogową puchę, wydaje mi się leciutki jak piórko. Na uwagę zasługuje jego opancerzenie, gdyż góra wygląda nie na tłoczoną, lecz na odlewaną- w każdym razie, w kiedyś ojciec rzucił nim przez cały pokój, bo narzekał, że nie uczyłem się do szkoły, tylko czyściłem aparat . Przeżył to bez szwanku, może temu, że był w futerale, który sam w sobie jest idealnie zaprojektowany- futerały od Praktik, Smien, Zorek, Fedów i innego tałatajstwa nie są tak doskonałe, jak ten od tego Zenita( w nowszych był inny, taki z krzywym nosem).
Znana lustrzanka jednoobiektywowa, z mocowaniem obiektywu M 42. W porównaniu do swojego poprzednika (Zenit E) ma popychacz automatycznego domykania przysłony, co pociągnęło za sobą zmianę obiektywu. Wprowadzono też łatwą selekcje czasów naświetlania(można nastawiać przed przewinięciem kliszy). W moim ET dolne denko jest plastikowe, podczas gdy w E jest metalowe. Delikatnej zmianie, prawie niezauważalnej uległa wskazówka samowyzwalacza, nie ma grawerowanego wzoru. Usunięto spust z pokrętła przewijania kliszy, połączono go z pierścieniem zwalniania błony. Kształt korpusu się nie zmienił (może były robione z tych samych podzespołów?), za wyjątkiem otwarcia puszki. W Zenicie E z lewej strony jest dźwignia, która ma tą specyficzną cechę, iż podczas wkładania do futerału wysuwa się do góry, otwierając puszkę i pięknie marnując wszystkie zdjęcia. W ET otwiera się podnosząc pokrętło zwijania kliszy (też się zmieniło ale o tym potem) do oporu do góry,co jest rozwiązaniem o wiele bardziej życiowym. Zenit E nie ma też gorącej stopki. Przesunięto napis modelu na prawą stronę, i powiększono napis ZENIT. Bardzo istotną zmianą jest Fresnel w nowszym modelu, i mikroraster ułatwiający nastawienie ostrości. Zasadnicza konstrukcja aparatu się nie zmieniła, dalej nad obiektywem wbudowany jest światłomierz selenowy. Pokrętło zwijania jest już korbką, a nie pokrętłem.(trochę bez sensu, no nie??)
Był produkowany od 1981 do 1992 roku, lub, jak mówi inna wersja- od 1974 do 1994- która jest bardziej prawdopodobna? nie wiem, i pewnie wiedział nie będę.
Zenki tej serii występowały w wersjach, jak ustaliliśmy potem z kolegami z tegoż portalu, w wersjach z automatycznym domykaniem przysłony, i bez niego- lecz te z wcześniejszym numerem seryjnym wcale że nie były tymi bez popychacza- bywało różnie, tak jak z motoryzacją w tamtym okresie- ile to było wersji Syren, powstałych tylko temu, że nie było jakiejś części? Podobno aparaty te występowały z plastykową górą, lecz nie udało mi się tych informacji potwierdzić.
były produkowane w KMZ, i w BeLomo(czy jakoś tak), Mój pochodzi z BeLomo, a spisuje się doskonale.
Nie jest tak doskonały jak Praktica, ma mało czasów, migawka się rozregulowuje, a w nieco popsutym egzemplarzu czas 30-X odpala jako B. Da się to naprawić po prostu rozbierając kółko nastaw, wyczyścić wszystko pędzelkiem, i wkładając ponownie, tak jak było- przynajmniej u mnie się tak udało, i od tamtej pory spisuje się na medal.
Moim zdaniem jest to dosyć dobry aparat na początek, który ma tę wielką zaletę że ciężko go popsuć.
a oto zdjęcie wykonane tym aparatem
http://img691.imageshack.us/img691/1571/kotq.jpg
obiektyw jupiter 21
Zapomniałem dodać, ze kiedyś wpadł mi do wody, w futerale co prawda, i na kilka sekund, ale to mu nie zaszkodziło, mimo braki szybki światłomierza.
|