Dalmierzowe Contaxy i Kievy bolas
|
|
Nazwa Contax jest raczej mało znana w Polsce. Jeżeli już, to raczej słabo się kojarzy z konstrukcjami przedwojennymi. Contax to dawny zawzięty rywal Leici z lat 20-30tych XX wieku. O ile pierwszy model ustępował słynnej niemieckiej Leice, to wprowadzony w połowie lat 30-tych Contax II i III stał się jej poważnym rywalem mającym wiele przewag nad słynną Leicą. Aparat występował w dwóch wersjach - z wbudowanym światłomierzem znany był jako Contax III, zaś wersja bez niego zwana była Contax II. Aparaty te robiono w Niemczech w zakładach Zeiss Ikon. Wyposażone były w rewelacyjne obiektywy Carl Zeiss Jena.
Od 1926 koncern Zeiss przodował w Europie w produkcji jasnych, nowoczesnych obiektywów. Contax jako drugi po Leice wprowadził na rynek nowoczesny aparat na film 35mm, tzw. małoobrazkowy. Rozwiązanie to zrewolucjonizowało fotografię. Aparaty zrobiły się mniejsze, lżejsze, miały dobrej jakości, jasne obiektywy a film zapewniał aż 36 zdjęć. Od późnych lat 20. wczesnych 30. aparaty fotograficzne stały się towarzyszem reporterów i zwykłych ludzi. Contax jako pierwszy wprowadził do lustrzanek pryzmat pentagonalny, co znacznie ułatwiło korzystanie z aparatu. Aparaty Contax wraz z Leicą stanowiły awangardę ówczesnej technologii. Warto przypomnieć, że wprowadzony w 1936 Contax III posiadał wbudowany światłomierz selenowy, co było jednym z pierwszych jak nie pierwszym rozwiązaniem tego typu na świecie. W 1936 roku Contax II przewyższał Leicę niektórymi rozwiązaniami:
Skąd się wział jednak sowiecki Kiev tak bardzo zbliżony do Contaxa ? Ano niestety w między czasie Rzesza Niemiecka poza produkcją wspaniałych aparatów chciała podbić pół świata i w efekcie w 1945 roku runęła na kolana pokonana przez Aliantów. Warunki dyktował Związek Radziecki, w efekcie czego całe zakłady fotograficzne Zeissa zapakowano w pociągi i pojechały sobie do Rosji. Linia montażowa Contaxa trafiłą do Kijowa na obecnej Ukrainie, gdzie już bodajże od 1947 roku uruchomiono ponowną produkcję. Robiono dalej dokładnie to samo, co robili Niemcy pod nazwą Contax. Zmieniła się tylko nazwa - na Kijów (Kiev/Киев). Tak właśnie powstały sowieckie aparaty marki Kiev. Po prostu fabrykę Zeissowskich Contaxów wywieziono do Rosji, dodano nową nazwę i powstały "nowe" doskonałej jakości sowieckie już aparaty. Notabene podobnie stało się ze słynną Leicą, którą po skopiowaniu można było spotkać jako Feda lub Zorkę (niektóre wczesne modele są niemal identyczne z Leicami przedwojennymi).
Ciekawostką jest, że pierwsze składane były jeszcze z niemieckich częsci, dzięki czemu wiele z nich ma często pomieszane oznaczenia niemieckie i sowieckie. Wraz ze zużyciem oryginalnych maszyn konstrukcja aparatu ewoluowała, Rosjanie wprowadzali niewielkie poprawki i ulepszenia, dzięki czemu późniejsze modele aparatów Kiev nieco odbiegają od oryginalnego Contaxa. Jednak jeżeli weźmiemy do ręki nawet sztukę z ostatnich lat produkcji, to od razu można poczuć duch legendarnego Contaxa. Rosjanie produkowali te aparaty do 1987 roku, co moim zdaniem jest niesamowite, bowiem tą konstrukcje stworzono przecież w 1935 roku. Aparaty te cieszyły się niesamowitym powodzeniem, a dziś powoli zaczynają się cieszyć wielkim zainteresowaniem wśród miłośników tradycyjnej fotografii, kolekcjonerów. Wiele osób odkrywa je na nowo. Dla mnie to był pierwszy kontakt z fotografią analogową i od razu się w niej zakochałem - właśnie dzięki Kievowi.
Przejdźmy więc może do detali technicznych związanych z tymi aparatami.Do celowania i nastawiania ostrości używa się wbudowanego w aparat dalmierza. Ostrzenie polega na zestawianiu ze sobą dwóch obrazów - tego widocznego przez wizjer z tym nakładanym z dalmierza. Proste i bardzo wygodne. Konstrukcja zarówno Contaxa jak i Kievów to niemal to samo. Na górnym pokładzie znajdują się dwa wielkie pokrętła. To po prawej służy do naciągnięcia migawki, oraz do regulacji jej czasów. Contax II i III jak i wczesne Kievy mają do dyspozycji następujące czasy: 1/1250, 1/500, 1/250, 1/100, 1/50, 1/25, 1/10, 1/5, 1/2 s i B (migawka otwarta tak długo jak wciśnięty jest spust). Począwszy od Kieva IV wprowadzonego pod koniec lat pięćdziesiątych zrezygnowano z czasu 1/1250 i zastąpiono go 1/1000 s. Warto zapamiętać, że czasy lepiej zmieniać tylko po uprzednim naciągnięciu migawki, w przeciwnym bowiem razie można uszkodzić migawkę a to jedyna zmora jaka nas może spotkać w tym aparacie. Co prawda nigdy mi się w ten sposób nie udało jej zerwać, ale ... tak trąbią we wszystkich podręcznikach,nakazach i przykazach więc przekazuje tak dalej. Instrukcja oryginalna mówi co innego, ale lepiej nie ryzykować. Aby zmienić czas pracy migawki, po jej naciągnięciu wyciągamy lekko pokrętło do góry i obrotem w odpowiednim kierunku wybieramy odpowiedni czas. W centrum tego pokrętła znajduje się spust migawki, w który również można montować wężyk spustowy. Pokrętło po lewo w Contaxie II i Kievach bez światłomierza służy jedynie do finalnego przewijania filmu. W późniejszych modelach Kievów (4,4A i 4M/4AM) Rosjanie wprowadzili tam jakieś gadżety z różnymi oznaczeniami (światło sztuczne, światło słoneczne itp), ale szczerze powiedziawszy nie zauważyłem, aby korzystanie z tych rozwiązań cokolwiek zmieniało. Dodatkowo Contax III, i Kievy z wbudowanym światłomierzem mają tam również odpowiednie pokrętła umożliwiające obsługę światłomierza. Skoro już o nim mowa, to światłomierz wpierw trzeba uwolnić otwierając pokrywę na jego czele, po czym można już korzystać - wpierw ustawiając odpowiednią czułość filmu na skali (w Kievach tylko GOST), a później dokonując pomiaru. W moich Kievach z 1955 i 1958 roku o dziwo nadal oba światłomierze działają poprawnie.
Największa moim zdaniem ciekawostkę i jednocześnie niespodzianką dla osób nie znających tej konstrukcji może być sama migawka. Otóż jest ona w przebiegu ... pionowym ! Wygląda jak zestaw żaluzji, poruszających się góra/dół w momencie wciśnięcia spustu. Niesamowicie to wygląda, a dźwięk tego urządzenia trudno pomylić z czymkolwiek innym. Najlepsze jest to, że praktycznie na każdej prędkości migawki dźwięk ten jest inny od strzału, poprzez pomruki, trzeszczenie. Migawka jest też zmorą tego aparatu, bowiem te mini żaluzyjki połączone są ze sobą delikatną tasiemką, która często po tylu latach jest u kresu swych możliwości i po prostu lubi pęknąć. Jak pęknie, cały system migawki zwykle się blokuje i nie daje w ogóle naciągnąć, bądź działa niepoprawnie - nie trzyma czasów, zrywa się, czy wręcz wydaje dziwne dźwięki. Naprawa Kievów jest jeszcze stosunkowo prosta (dla specjalisty!), mimo że pozornie trudno znaleźć kogoś kto będzie w stanie się tym zająć należy pamietać, że te aparaty w PRL-u były bardzo popularne i wielu przedstawicieli starszego pokolenia zna odpowiednich specjalistów. Nie ma się więc co zrażać, gdy w jednym punkcie serwisowym w okolicy ktoś spadnie z krzesła na widok Kieva. Wystarczy popytać. Plusem Kievów jest to, że są ich setki, jak nie tysiące we wtórnym obiegu w Polsce. Śmiesznie niska cena w porównaniu do jakości tego aparatu pozwala na łatwe skompletowanie zamiennika do brakujących elementów. Sprawa wygląda zupełnie inaczej z Contaxem - większość zakładów oferuje naprawę na zasadzie podmiany oryginalnych elementów tymi z Kievów. Nic bardziej błędnego, zdecydowanie odradzam, bo coś takiego po pierwsze tylko obniży wartość danego Contaxa, jak równiez może przyczynić się do dalszych awarii kolejnych elementów oryginalnych. Sowieckie części mimo, że pozornie identyczne często minimalnie się różnią wykonaniem lub wymiarami. Moim zdaniem nie warto ryzykować.
Wracamy do dalszych szczegółów budowy aparatu. Na górnym panelu pomiędzy oboma pokrętłami znajdziemy jeszcze licznik klatek znajdujący się po prawej stronie w pobliżu pokrętła migawki, oraz szyne do mocowania lampy błyskowej czy wizjerów do poszczególnych obiektywów dodatkowych. Przed licznikiem klatek, nieco z przodu znajduje się zębatka umożliwiająca kręcenie pierścieniem ostrości. Warto pamiętać że w obu aparatach pokrętło to blokuje się w położeniu na nieskończoność i aby je odblokować należy wcisnąć wystający nad zębatką język w dół. Panel tylni jest praktycznie goły, w jego lewej częsci znajduje się tylko mały wizjer celowniczy, którym celujemy. Widać w nim dwa nałożone obrazy - rzeczywisty i ten z dalmierza. Ich wzajemne położenie ustala ostrość. Kąt widzenia tego wizjera odpowiada jedynie standardowo montowanym obiektywom o ogniskowej 50 mm. Aby ustalić kadr przy innych obiektywach należy korzystać z dodatkowych celowników, które montuje się na szynie na górnym panelu. Ostrzenie nadal wtedy odbywa się za pomocą okna dalmierza, ale kadrować trzeba już dodatkowym celownikiem. W wypadku robienia zdjęć z bliska należy również pamiętać o zjawisku paralaksy, które często daje się we znaki, gdy korzystamy z dodatkowego obiektywu i celownika na panelu górnym. Panel dolny to praktycznie tylko gniazdo do statywu i pokrętła umożliwiające demontaż całości panelu i dostęp do wnętrza. Contaxy jak i pierwsze serie Kievów (Kiev II, Kiev III i wczesne Kievy IV z początku lat 50-tych) mają starszy szeroki rodzaj gwintu do statywu. Kiev 4 i młodsze mają już mocowanie bardziej współczesne na mniejszy gwint. Na dole znajduje się również przycisk którego wciśnięcie umożliwia zwijanie filmu. Patrząc na aparat z przodu na przednim panelu widzimy kolejno od lewej: okienko dalmierza i znajdującą się pod nim dźwignię samowyzwalacza (prawie zawsze nie działa poprawnie), gniazdo mocowania obiektywu i okno wizjera. ![]()
Aparat posiada wymienny obiektyw, mocowany poprzez standardowy bagnet contaxowski. Pasują do niego również oryginalne obiektywy przedwojenne od Contaxów, w tym słynne Sonnary, Biotary, Triotary, Tessary itp. Do oryginalnego Contaxa II dostępne były następujące akcesoria: Obiektywy:![]() Do tego można było zakupić wszelkie kombinacje filtrów, osłon przeciwłonecznych, a także soczewki nasadkowe Proxar do zdjęć z bliższej odległości, światłomierz fotoelektryczny "Helios" i wiele innych gadżetów. Rosjanie produkowali do tego aparatu następujące modele obiektywów:
![]() Jakie jest moja ocena obu konstrukcji ? Powiem szczerze, obie bardzo mi odpowiadają. Contax to dla mnie jeden z najwspanialszych aparatów jakimi miałem okazję się posługiwać. Kievy zaś zaskoczyły mnie przede wszystkim jakością, początkowo bowiem sądziłem że skoro to sowieckie kopie, to na pewno są tak dobre jak Moskwicz w porównaniu do Porsche ;) Myliłem się jednak. Jedyne co jest lekko irytujące to celowanie dalmierzem gdy mamy zamontowany obiektyw o nieco dłuższej ogniskowej. Od 85 mm robi się już problem z precyzyjnym wyostrzeniem i w pośpiechu często można zrobić nieostre zdjęcia. Plusem jest to, że aparat działa niezawodnie zawsze. O ile tylko cudem nie pękną paski od migawki, to wszystko inne naprawdę ciężko jest uszkodzić. Moje Kievy wielokrotnie pracowały w błocie, piasku, śniegu czy deszczu działając nadal niezawodnie. Nie ma żadnej elektorniki, wszystko w 100% to mechanika, więc nie ma najmniejszego stresu o baterie, zapasy i tak dalej. O ile tylko aparat nie rozpadł się na części to raczej na pewno zrobi zdjęcie. Wielkim plusem Kievów jest ich cena w obecnych czasach. Zaletą jest też cała gama wszelakich obiektywów od szerokokątnych do tele jakie można zamontować do tego aparatu - zarówno przedwojennych CZJ, jak i powojennych niemieckich, czy sowieckich. Plusem obu jest też śmieszny i niepozorny współcześnie wygląd. Nie sądze, żeby ktokolwiek wpadł na pomysł okradzenia fotografa w ciemnej bramie na widok takowego "dalmierza". Moim skromnym zdaniem to aparat dobry do nauki, albowiem nie ma żadnych uproszczeń, pomocy, trybów automatycznych. Wszystko trzeba zrobić samemu, dzięki czemu jest okazja żeby się nauczyć. Zaletą są też niewielkie wymiary, mimo że aparat jest w sumie cięzkawy jak na nie. Do poczytania:
W wypadku uwag piszcie śmiało komentarze, gdybym coś pomylił czy przekręcił - z chęcią poprawie. |
| Komentarze: | |
|