Mir 20M jzl
|
|
Mir 20M Mir 20M, jeżeli wierzyć informacjom dżentelmenów handlujących tym obiektywem na Allegro, zaprojektowano w oparciu o technologię stosowaną przez radzieckich uczonych przy eksploracji kosmosu. Jednak nie kwestionując kompetencji owych uczonych, pozwolę sobie zakwestionować związaną z obiektywem legendę. Trudno bowiem uwierzyć, że efekty tak zmilitaryzowanych (zatem w założeniu tajnych) badań mogły opuścić przestrzeń wojskową i zostać użyte w zgoła tak niemilitarnym celu jak fotografowanie architektury. Choć – żeby wszystkim wątpliwościom uczynić zadość – gdyby nie NASA, to nie mielibyśmy ciepłego polaru ani patelni pokrytych teflonem. Pozwolę sobie postawić hipotezę, że legendę o wojskowej genealogii Mira wymyślono ex post jako chwyt marketingowy i to całkiem współcześnie – bo czegoś takiego jak marketing Związek Radziecki, jak i późniejsza WNP nie posiadały w ogóle. Mnie osobiście – biorąc pod uwagę masywną konstrukcję obiektywu – najłatwiej byłoby uwierzyć, że Mir 20M jest pokłosiem badań nad optyką celowniczą jednostek pancernych wojsk Układu Warszawskiego. Zostawmy jednak legendę i skupmy się na obiektywie. Mir 20M jest ultraszerokokątnym obiektywem o ogniskowej 20mm, co sytuuje go w grupie najszerszych obiektywów nie powodujących dystorsji. W przypadku mojego obiektywu nie jest to jednak do końca prawda, jako że mój „Mirek” wykazuje minimalną skłonność do zakrzywiania przestrzeni, czego mu bynajmniej nie mam za złe. Wspomniana przed chwilą solidna, metalowa, „pancerna” konstrukcja rozpoczyna się tylną soczewką, wokół której znajduje się gwint 29mm na który nakręcamy filtry (takie małe kolorowe „szkiełka”, których głównym zadaniem jest obniżyć rozdzielczość obiektywu). Soczewki zgrupowano w układzie 9/8, z których zewnętrzną otacza gwint 77mm. Gwałtownie rozszerzający się ku górze obiektyw wygląda śmiesznie, jednak śmiech zamiera nam na ustach, kiedy usiłujemy ów cud radzieckiej inżynierii optycznej nakręcić na gwint aparatu. Wszystko przez wielki, bulwiasty i w dodatku umieszczony w najmniej wygodnym miejscu, bo tuż przy mocowaniu, przełącznik A/M. Sam przełącznik jest ok., pracuje jak powinien, ale swoimi gabarytami zmienia wyważenie obiektywu czyniąc zamocowanie Mira czynnością nieco dokuczliwą. Kiedy już się z tym uporamy, możemy przystąpić do zadań bojowych właściwych i sprawdzić, jak nasz Mirek zachowuje się w terenie. Z oczywistych powodów nie należy stosować go do zdjęć portretowych, nie tylko ze względu na nie-stosowną ogniskową, ale też ze względu na późniejszy ewentualny gniew modelki/modela. Z powodów równie oczywistych należy jednak w ramach twórczego wykorzystania potencjału obiektywu uczynić to przynajmniej raz, a wyniesione stąd doświadczenia wykorzystać w przyszłości. Mir 20M, nieodrodne dziecko swojej epoki, nie posiada silnika AF. Nie jest to jednak żadnym problemem, ponieważ ostrzenie na nieskończoność mamy już od niecałych dwóch metrów, 90% naszych kadrów będzie tedy ostrych niejako „fabrycznie”. Również w przypadku większości naszych kadrów ostry będzie cały plan, co oznacza, że możemy spokojnie zapomnieć o czymś takim jak bokeh. Owszem, pojawi się w szczątkowej postaci, jeżeli w ramach eksperymentów zechcemy fotografować z nosem, pardon, obiektywem przy obiekcie. Jest to możliwe, jako że nasz Mirek ostrzy już od 18cm. Osobiście jednak nie polecam, bo ani to makro, ani pejzaż, a do zdjęć z bliskiej odległości mamy przecież obiektywy dedykowane. Ostrość? W przedziale f.5,6-8 doskonała. Wyżej akceptowalna, zaś poniżej… Cóż, przynajmniej wiemy, że gdyby jasność obiektywu była większa niż fabryczne f.3,5 to i tak nie mielibyśmy z niej żadnego pożytku. W zakresie f.3,5-5,6 mamy ostrość poniżej progu akceptowalności (klasyczne „mydło”) i trzeba się z tym pogodzić. Za to zdjęcia w wymienionym przed chwilą zakresie wychodzą naprawdę ostre; obiektyw, jak to mówią, nieźle „rysuje”. Podsumowując, zacznijmy od wad: nie jest to doskonały obiektyw. Jest niezgrabny, źle wyważony (przełącznik!) i posiada mały zakres użytecznych ekspozycji przysłony. Ze względu na swoją ogniskową jest trudnym partnerem dla fotografa i wymaga od niego niemałych umiejętności i doświadczenia. Zanim jednak zostanę posądzony o wygłaszanie trywialnych zdań, chciałem zwrócić uwagę, że wskutek ogromnej ogniskowej kadr zawłaszcza wszystko w promieniu 96 stopni, zatem zapanowanie nad całym tym bałaganem to kwestia olbrzymiej wprawy. Kiedy jednak nauczymy się tego, możemy liczyć na nagrodę, ponieważ obiektyw odwdzięczy nam się pięknymi zdjęciami. Zalety? Znakomita ostrość we wspomnianym zakresie f.3,5-5,6, wytrzymałą metalowa obudowa i cena. Wciąż konkurencyjna w stosunku np. do Flektogona. Tu mała refleksja. W tej chwili obiektywy szerokokątne są poszukiwane głównie przez użytkowników aparatów cyfrowych jako tańsza alternatywa dla współczesnych obiektywów AF. I dopóki współczesne obiektywy szerokokątne będą drogie (ich ceny zaczynają się mniej więcej od 2.000zł), to handlarze bez najmniejszych skrupułów będą windować ceny używanych obiektywów (np.M42) wiedząc, że i tak są konkurencyjni. Stąd absurdalne ceny niemieckiego Flektogona 20mm (600-700zł), radzieckiego Zenitara 16mm (800-900zł), białoruskiego Pelenga 8mm (ok.1.100zł). To i tak taniej, niż za nowy obiektyw. W porównaniu z nimi Mir wypada nader korzystnie. Mój egzemplarz, kupiony w marcu b.r. (co prawda nie od handlarza) kosztował 300zł i zawierał dodatkowo sakwę i komplet szkiełek imitujących filtry. Myślę, że to aktualna cena, albowiem jeszcze kilka dni temu widziałem w internecie ofertę za 320zł z możliwością negocjacji ceny.
P.S. W odpowiedzi na liczne prośby naszych Czytelników publikuję ekskluzywne zdjęcie obiektywu Mir 20 M. Egzemplarz, jak widać, niepowtarzalny. Wcześniej nie publikowałem zdjęcia, ponieważ 1.sądziłem, że fizjonomia Mirka jest na tyle znana, że nie ma takiej potrzeby; 2. w razie potrzeby zawsze można się z nią zapoznać w internecie. |
| Komentarze: | |
|