Mój kolega opowiedział mi historię swoich początków w świecie grafiki komputerowej. Miał wówczas nowiutki komputerek z procesorem 64 MHz i bodaj 4 MB ramu. W Corelu w wersji (zdaje się) drugiej rozpoczął rysowanie ambitnej grafiki. Wyobrażał sobie że narysuje piękny krajobraz ze wszystkimi szczegółami, a gdy zacznie powiększać obraz i zbliży się do jednego z setek drzew na swojej grafice, to będzie mógł powiększyć dowolny liść na którym będzie siedziała biedronka... Kumpel nie narysował nawet jednego drzewa bo to przerastało możliwości jego sprzętu. Od tamtej pory wiele się zmieniło, komputery są potężniejsze, Corel okazał się ewolucyjnym trupem a kumpel zrozumiał że rysowanie takich grafik nie ma sensu, ot dziecięca fantazja. Cóż to ma wspólnego z fotografowaniem? Chodzi mi o to że współcześnie wiele osób dąży do ostrych zdjęć na których widać wszystko, lecz czy na liściu drzewa rosnącego gdzieś na horyzoncie dostrzeżemy pod lupą biedronkę?
Obrobiłem i przygotowałem do druku sporo różnych fotek. Były fotki cyfrowe z lustrzanek, kompaktów, przystawek do średniego formatu, oraz skanowane ze slajdów i negatywów wszelkiej maści, od małego obrazka po największe wielkoformatowe slajdy. Były zdjęcia dobre technicznie oraz przeciętne i nierzadko tragiczne. Wynika z tego że sporo materiału fotograficznego widziałem. Rzecz ma się jednak tak, że przygotowanie do druku prawie zawsze oznacza edycję która ma na celu „podniesienie jakości”. Oczywistym jest że trzeba skorygować wszelkie skrzywienia kolorystyczne i niedociągnięcia ekspozycji, ale robi się też coś więcej. Dziś w fotografii komercyjnej dąży się (bardzo często) do „ładnych” nasyconych kolorów które tak na ogół są zwyczajnie przesycone oraz do podniesienia kontrastu co ma na celu „poprawienie czytelności” obrazu. Jest jeszcze jeden zabieg który obowiązkowo towarzyszy „podnoszeniu jakości” zdjęć przygotowywanych do druku. Mowa oczywiście o wyostrzaniu. Prawdę mówiąc wszystkie zbrodnie które wyżej wymieniłem a których bardzo często dopuszczają się fotoedytorzy na niewinnych fotkach stały się również i moim udziałem bo również byłem takim fotograficznym oprawcą. Na szczęście od pewnego czasu już się tym nie zajmuję, jednak lata praktyki doprowadziły do tego że sprawa była dla mnie zupełnie zwyczajna i przeniosła się również na moje prywatne zdjęcia. Wszystko trwało do czasu aż kolega zwrócił mi uwagę że wiele fotek które publikuję w internecie jest za mocno wyostrzona, jednak prawdziwe otrzeźwienie przyszło w momencie gdy zacząłem zabawę we własnej ciemni. Zająłem się fotkami B&W więc naprawianie skrzywień kolorystycznych nie wchodziło w grę. Można oczywiście wpływać na kontrast, ale tak naprawdę mając w powiększalniku negatyw i papier na maskownicy nasze możliwości kreowania obrazu stanowią ułamek tego co można zrobić na kompie. Tak więc gdy wyjąłem z wody pierwsze odbitki w formacie 13x18 cm byłem zdruzgotany. Gdzie ta legendarna jakość filmu? Czemu te fotki są takie nieostre? Przecież wszystko zrobiłem jak należy, a jednak nie tego się spodziewałem. Zacząłem więc czytać, ale przede wszystkim oglądać, oglądać i analizować. Może się to wydawać niedorzeczne, ale gdy wreszcie zleciłem kilka odbitek cyfrowych i wykonałem podobne w ciemni i zacząłem pod silna lupą porównywać, dotarło do mnie w czym problem. Okazało się że fotki z ciemni nie są ani nieostre, ani nie pogubiły szczegółów, lecz po prostu nie było na nich śladu filtra wyostrzającego. Kiedyś gdzieś przeczytałem że współcześnie wiele osób myli miękkość zdjęcia z nieostrością, a mocny kontrast traktuje jak coś co sprawia że fotka jest jak „brzytwa”. Konfrontując zdjęcia przygotowane na kompie z fotkami z ciemni zrozumiałem jak trafne było to stwierdzenie. Od tamtej pory minęło trochę czasu i przede wszystkim przestałem mocno wyostrzać moje zdjęcia. Mówię również o tych cyfrowych zapisanych jako RAWy bo to z nimi miałem największy problem. Dzięki ciemni odkryłem co naprawdę oznacza słowo „subtelność” i nikt mnie nie przekona że przekontrastowane i przesycone zdjęcie w dodatku tak wyostrzone że patrzenie na nie grozi porysowaniem soczewek kontaktowych jest tym co powinno byś uznawane za standard. Tak więc życzę wam spokojnego smakowania swoich fotograficznych dzieł i naprawdę warto się zastanowić czy czasem nie przeginamy z cyfrową obróbką, zwłaszcza z wyostrzaniem :) |