Serwis używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Więcej informacji na tej stronie    Zamknij to powiadomienie
 
Fotografowanie aparatami tradycyjnymiStrona główna - aparaty tradycyjnePoradnik fotoamatoraForum fotograficzneGaleria zdjęćRecenzje sprzętu fotograficznegoGiełda fotograficznaFoto pojedynekFelietonSerwisy sprzętu fotograficznegoLista użytkownikówKontakt
Zarejestruj »   Zaloguj »     

Felieton


Paris Photo
farfurnia, utworzony: 29 dni temu (2017-11-15 12:46:57)





Odwaliła mi palma i zabrałem Żonę na weekend do Paryża. W
okolicach Ważnej Rocznicy. I przypadkiem tylko, w tym właśnie terminie odbywała
się tam największa, czy jedna z największych wystaw fotograficznych Europy:
Paris Photo.



Ha! Żona oczywiście połapała się natychmiast, ale dobrą
kobietą jest i uznała za celowe dać się nabrać.



W dzień MojejPierwszejWizytyNaWystawie co prawda prezydent
Francji zapragnął zorganizować paradę przed wejściem do Gmachu, ale wpuszczali
też od tyłu, z czego po licznych przygodach skorzystaliśmy. Na szczęście Macron
nie zechciał zwiedzać samej wystawy, bo tego było by już za wiele.



Hala wystawowa była ogromna, tłum równie wielki, ale moja
determinacja jeszcze większa, więc przepychając się i szturchając co oporniejszych
na wszelki wypadek zabranym ciężkim obiektywem zacząłem chłonąć.



A było tam wszystko.



Jeśli myślicie, że nie było żadnego zdjęcia wiszącego do
góry nogami - Mylicie się.



Jeśli myślicie, że nie było zdjęcia z przestrzeloną na tło
ostrością - mylicie się.



Jeśli myślicie, że nie było zdjęć z przechylonym horyzontem
- mylicie się



Jeśli myślicie, że nie było zdjęć, w których za cholerę nie
rozumiałem, po co w ogóle autor wyciągał aparat - również się mylicie.



Ale jeśli w tym miejscu pomyśleliście, że wydanie takiej
kasy na wejście było bez sensu, bo galeria na AT jest za darmo - to również się
mylicie.



Ogrom obrazów Dobrych, Ikonicznych, albo chociaż sławnych
walił po czerepie. Perspektywa obejrzenia ponad dwustu pięćdziesięciu boksów, a w każdym po kilkanaście - kilkadziesiąt fotografii, podniecała.  Przez dwa dni pasłem oczy Rodczenką, Steichenem i Man Rayem.
Zastanawiałem się, czemu HKB tak niechlujnie maskował Afganki, a Weston
przepalił w ciemni jedne z wydm. Atget krzywo kadrował bramy... Jaka chemia
działała między Erwittem, a Che Gevarą, że ten ostatni jest taki zrelaksowany?
Niesamowite fotografie Japończyków pokazywały, że to porąbany naród.



I wszystko w oryginalnych, zazwyczaj numerowanych odbitkach.
Tak sobie po prostu wiszą powiększenia robione przez Kertesza i Stranda. Jedno
z powiększeń Arbus miało odcisk palca, pewnie po utrwalaczu. Za to Salgado -
perfekcyjny, ale to już inne czasy i zawodowi printerzy w agencjach. W boksie
poświęconym fotografii prasowej „Egzekucja w Sajgonie” z naniesionym pisakiem
przez autora kadrowaniem, zdjęcie Capy z lądowania, którego nie widziałem w
żadnej książce i takie tam... Po kilku godzinach chłonięcia byłem już znieczulony
i zdezorientowany: To Nadar, czy Fenton?  Fenton. Tak po prostu wisi sobie. Nadar też
sobie wisiał, ale w innym boksie.



Osiem godzin patrzenia, gapienia się i wślipiania dało mi w
kość. Nie bardzo było gdzie usiąść, w bufetach kanapki kosztujące tyle, co
obiad na zewnątrz, a woda tyle, co gdzie indziej absynt. Więc na drugi dzień
miałem swoje kanapki i wodę. Krzesełka nie brałem, bo nie przyjechałem tam dla
przyjemności, poza tym wiedziałem już, gdzie są fajne schody. A została jeszcze
prawie połowa do obejrzenia.



Więc od nowa: Dorothea Lange, Arbus i Patti Smith - to ona
robiła zdjęcia?! Lepsza była w muzykowaniu, ale za to miała prywatny dostęp do
celebrytów. I kumplowała się z Mapplthorpem, więc tak sobie cykali na wzajem.
Wisi sobie Kenna, dwa boksy dalej Titarenko i niedaleko Alvarez Bravo. Widać
brzegi odbitek, wyszczerbienie na maskownicy, ryski na negatywach. Czasem na stołach leżą pudełka podpisane niewinnie np: "Arbus", "Klein", "Brassai". W nich leży to, co nie wisi i co nie wszyscy muszą widzieć. Ale są tacy, co mogą to przejrzeć i można im patrzeć przez ramię. Dwa razy byłem taki bystry.



Portrety Salgao, Avedona i Penna. Cudowny brak szczegółów w
cieniach u Billa Brandta. Zacząłem wymiękać, tłum też zelżał, nogi wlazły mi
już całkiem głęboko, więc kawa i na schody. Boszsz... Dać radę... Już mało
czasu, zegar zaraz zabije i koniec balu. Idę. Nagle, oszołomiony trafiłem do
malutkiego pomieszczenia schowanego za przejściem. Taka klitka 1,5 na 1,5. A w
niej Modotti, Weston i Charis. Po kilka. A na przeciwległej ścianie facet
skacze przez kałużę, w tle dworzec. I jeszcze Warzywa. Zrobiło mi się mokro.
Pod powiekami. Wyszedłem z tej klitki, na zewnątrz wisiała Arbus. Golasy w
parku. I cyrkówki Bressona. Wszedłem jeszcze raz do klitki i oni tam dalej
byli! Edward, Tina i Charis. I Henri.



W tym momencie uznałem, że to koniec, że nie przyswoję ani
jednego obrazu więcej.



Czasopisma udało mi się ominąć, ale przy wydawnictwach
albumowych znowu wymiękłem. Np. takie 20metrów bieżących Taschen. Ominęlibyście? Od malutkich,
kieszonkowych wersji Adamsa (po co komu takie malutkie?!) po wielkie - metr na
metr czterczieści - „Genezis” Salgao (po co komu takie ogromne?!). Wybrałem
sobie coś na mikołajki i coś na gwiazdkę, tak, żeby budżet wytrzymał, podchodzę
do miłego pana, a on z karty ściąga połowę wyliczonej kwoty. I mówi, że to ceny
specjalne, tylko na Paris Photo. Zgłupiałem tak, że nie wróciłem, żeby jeszcze
coś wybrać. Ale w innym wydawnictwie znalazłem jeszcze dwie książki. Trochę na
chybił trafił, bo wszystkie chciałbym mieć. A pani amerykanka mi klaruje, że
moja karta jest bankowa, a ona może tylko na kredytową, więc mi nie sprzeda i że strasznie jej przykro...



O kurczę! Przecież w tym chaosie ominąłem box Magnum!



I wtedy zadzwonił telefon. Żona, żebym wracał, bo ona już
była tam i tam, coś tam nawet kupiła i jest zadowolona, że nie musiała drugi dzień
chodzić wśród fotografii. W ostatniej chwili mnie wyciągnęła.



Wyszedłem w wilgoć wieczoru i zatęskniłem do dyskusji
specjalistów z AT o materiałach patologicznych, za dużym ziarnie i wyżartych
światłach. Zatęskniłem do ich jednoznacznych ocen, co jest dobrą fotografią, a
co nią nie jest.

Bo nie może być prawdą, że fotografia jest jak życie.
Skomplikowana, wymykająca się ocenom, budząca emocje, dezorientująca.
Nieopisywalna. Ci ludzie w Paryżu muszą się mylić.


 

Ale jeśli myślicie, że był tam choć jeden print Ansela
Adamsa - To również jesteście w błędzie.



A w ogóle, to sprawdźcie, czy nie macie w listopadzie czegoś do uczczenia.
Watro to zrobić w Paryżu.



Komentarze: schowek cytatów               dodaj komentarz
li-an

Rejestracja: 319 dni temu
29 dni temu (2017-11-15 15:33:55) |  | 

Świetna relacja. Tak się to przeżywa, tak się to odbiera. Nie zawsze to Paris Photo - ale zawsze wizyta w miejscu gdzie można "dotknąć" pasji.
Gratulacje dla Ciebie i Żony
Reklama:
peryskop

Rejestracja: 2932 dni temu
29 dni temu (2017-11-15 17:13:03) |  | 

kurcze nic w listopadzie nie wypada - ale czytając relację czuć atmosferę - no i zazdrość
farfurnia

Rejestracja: 770 dni temu
28 dni temu (2017-11-16 08:24:44) |  | 

Dzięki za wasze wrażenia z czytania, cieszę się, że odczytaliście w tym jakieś emocje. To bardzo subiektywna relacja, ale impreza wywarła na mnie takie wrażenie, że muszę to z siebie po kawałku wyrzucać.
peryskop

Rejestracja: 2932 dni temu
28 dni temu (2017-11-16 15:50:19) |  | 

Obrazek

podpis:
Pentti Sammallahti and Alexey Titarenko drinking champagne at Paris Photo 2017, Stand A 30, Nailya Alexander Gallery.

Alexey - to dla mnie master of flamaster

Komentarz był edytowany 2017-11-16 15:51:22

farfurnia

Rejestracja: 770 dni temu
28 dni temu (2017-11-16 22:02:19) |  | 

Ha! Też mu zrobiłem, ale w słabszym momencie.
Było sporo jego prac, też je lubię. Kilka całkiem świeżych, z kolorowymi akcentami, zaskakujące.
bonifacy
Rejestracja: 514 dni temu
28 dni temu (2017-11-16 23:30:55) |  | 

Bardzo dobry tekst. Wiadomo, że nie da się opisać wszystkiego, ale emocje przekazane świetnie. Zazdroszczę przeżycia.
rafcio
Rejestracja: 2217 dni temu
27 dni temu (2017-11-17 12:59:54) |  | 

Zazdroszczę, niestety sam nie dałbym rady. Mimo,że lubię fotografię.
szwajcarski
Rejestracja: 1644 dni temu
25 dni temu (2017-11-19 18:40:41) |  | 

Ciekawy tekst, jestes podekscytowany mozna wyczuc.

Ja bylem rok temu i od Man Rayow, Bressonow itd az glowa peka. Co ciekawe, dotarlo do mnie, ze slawy zazwyczaj nie przemowaly sie wcale "puryzmem" technicznym i czesto prezentowane odbitki sa (jak z reszta wspomniales) z paprochami, rysami, palcami, niedoswietlone, mdle a kosztuja od 500 euro za byle smiecia do 10 000 tysiecy za wlasnorecznie wykonane odbitki Rodczenki.

Czy oprocz zachwytu nad klasykami, zwrociles uwage na poziom innych, nowoczesnych? Chodzi mi o fotografie ktore nie nawiazuje do klasyki w zaden sposob.

Mnie bardzo nie spodobalo sie i to widac bardzo wyraznie gdy przestaniemy zachwycac sie wspanialymi klasykami, ze reszta rzeczy prezentowanych to zazwyczaj chlam i nic glebszego oprocz efekciarstwa, wielkich formatow,kolorow i chorych cen. Dlatego tez, w tym roku nie bylem.

Generalizuje, racja ale jak Ty na to patrzysz? Czy rzucilo Cie cos innego na kolana niz Fentony i Man Raye?

Mieszkam w Paryzu, z checia spotkam sie gdy bedziesz kolejny raz.

P.S Buliles 60 euro aby dwa dni po kolei wejsc? Co pokazywala galeria Asymetria z Warszawy? Zwrociles moze uwage na odbitki Konopki (Galeria François Paviot) ?? Byl Gudzowaty?
farfurnia

Rejestracja: 770 dni temu
24 dni temu (2017-11-20 20:07:05) |  | 

Buliłem niestety całą kwotę, zaoszczędziłem dychacza na katalogu, kupując go z jednym z biletów. Ale i tak kosztował 15
Można się poczuć biedakiem
Jeśli chodzi o nieklasyków, to trzeba by ich jaśniej zdefiniować. Bo cały czas żyją i fotografują np Salgado i Sally Mann. Szczególnie ta druga ostatnio kombinuje dość ostro, ale nieustająco wywołuje u mnie efekt wyciągniętego na wierzch nerwu. Po kilku latach patrzenia na Jej prace widzę, jak niesamowicie domyka całożyciowe projekty. Uff. Mogę o niej długo, ale może innym razem.
W fotografii wszystko już było. Kicz i badziewie występują również w powiększeniach stuletnich.
Ale widziałem też trochę (jak na skalę paryską) całkiem podobającej mi się fotografii współczesnej, młodej. Oczywiście wiszą też fotografie dla mnie bez sensu, ale podchodzę z pokorą. Pewnie trzeba by znać kontekst, albo więcej rozumieć z podpisów i komentarzy.
Duże wrażenie zrobili na mnie Japończycy i jeden Koreańczyk. Nazwisk nie da się wypowiedzieć, a co dopiero zapamiętać, ale mogę spróbować ich znaleźć w katalogu, czy we własnych notatkach.
Asymetria pokazała Lewczyńskiego, Robakowskiego, Piaseckiego i Różyckiego, czyli awangardę z lat siedemdziesiątych. Trochę liczyłem na jakieś prace Plewińskiego, bo nim też się zajmują, ale nie pasowałby do reszty zupełnie.
Bogdan Konopka mi gdzieś umknął, ale to wina wielkich i idiotycznych fotosów na wejściu do boksu, pewnie nie chciałem tracić czasu, myśląc, że w środku nie będzie lepiej. Szkoda, trudno.
Gudzowatego nie było na pewno. Lubię go, więc zwróciłbym uwagę. Wydaje mi się, że miał tam duży kątek w zeszłym roku, albo dwa lata temu.
Reklama:
szwajcarski
Rejestracja: 1644 dni temu
24 dni temu (2017-11-20 22:57:11) |  | 

Salgado i Sally Mann to klasycy jak najbardziej Salgado beda wszedzie pokazywac i kupowac - jego zdjecia daja sa dobrze zbalansowane - ani nie za ciezkie w odbiorze ani za przyjemnie (typu piekne widoczki). Widzialem kilka razy "Genesis" a na Salon de la Photo (targi ze sprzetem) byly dwie wystawy misz-masz z ogromnymi odbitkami. Sally Mann nie widzialem nic na zywo.

Co to za Koreanczyk i Japonczycy? Mnie rozbily calkowicie zdjecia Yamamoto - chodzi o dlugie ekspozycje morz oraz sal kinowych.

Lewczynskiego zdjecia ktore znalazl na smietniku w USA? Jesli tak to te same co rok temu. Wtedy byla tez Natalia LL oraz Piasecki. Ciekawe czemu taki wybor a nie inny - maja ogromny zbior zdjec Zbigniewa Dlubaka, moje marzenie by zobaczyc na zywo.

Gudzowatego rok temu byly tylko dwa zdjecia ze zwierzetami z albumu "Closer".

Jakie albumy kupiles?

Jakie by zdjecia nie byly, to zawsze nowe doswiadczenie i rozwijanie spojrzenia.