Cześć,
interesuje mnie w jakich sytuacjach dokonujecie pomiaru światła padającego, a w jakich odbitego (jeśli chodzi o światło odbite, to mam na myśli normalny pomiar, nie strefowy).
yoonson napisał(a):
wszystko puszczam przez pingponga.
Ja najczęściej też ale, że mam spota to nieraz światełka skontroluję, bo jak na zdjęciu czegoś nie widać to może i dobrze ale jak są przepalenia to ino do niszczarki "Fotografia jest jak seks. Jak nie ma uczucia, to nawet najlepsza technika nie pomoże".
jac123 napisał(a):
A nie bardziej wskazany jest pomiar odbitego światła, wszak fotografujesz światło odbite, a nie padające?
Jeśli kontrastowość sceny jest umiarkowana to i owszem, ale jak kontrasty są niemożebne to każdy pomiar odbitego (poza punktowym) jest do kitu "Fotografia jest jak seks. Jak nie ma uczucia, to nawet najlepsza technika nie pomoże".
A łoki doki. Czyli jak pomiar punktowy w kontrastowej scenie to wyłuskujemy światłomierzem to co chcemy mieć poprawnie naświetlone, ew. co bardziej zaawansowani mogą zastosować system strefowy.
jac123 napisał(a):
A łoki doki. Czyli jak pomiar punktowy w kontrastowej scenie to wyłuskujemy światłomierzem to co chcemy mieć poprawnie naświetlone, ew. co bardziej zaawansowani mogą zastosować system strefowy.
Jooo tylko, że system strefowy to nie magia i na tym forum znajdziesz fajny kalkulator i opisy, jest łatwy prosty i co najważniejsze skuteczny "Fotografia jest jak seks. Jak nie ma uczucia, to nawet najlepsza technika nie pomoże".
DAAD napisał(a):
Jooo tylko, że system strefowy to nie magia i na tym forum znajdziesz fajny kalkulator i opisy, jest łatwy prosty i co najważniejsze skuteczny
..jeśli się ma skalibrowaną parę materiał wywoływacz.. z tym trudniej.
Może i nie magia, ale ... podstawą jest światłomierz punktowy (czyli 1 stopniowy), a ceny takich wiadomo... Co prawda nawet taki mam ale przy formacie 6x6 (ew. 6x9) szczerze powiedziawszy nie chce mi się w to bawić. A przy takich tematach jak np. "uchwycone w ruchu" możemy zapomnieć o takich sposobach.